atocoo blog

Twój nowy blog

Zaczynam. Po raz kolejny. Może teraz uda mi się częściej tu zaglądać. W miarę wolnego czasu, który ostatnio jest mi bardzo potrzebny. Pracuje. Kolejna, nowa praca – tym razem odpowiadająca wykształceniu, które chcę zdobyć. Praca w kancelarii komorniczej. Jestem tam już od czterech miesięcy – co mogę nawet nazwać swoim małym sukcesem. Oprócz stażu, najdłużej w jednym miejscu pracowałem na poczcie. Było to jednak rozbite na dwa: półtora miesiąca w jednej placówce, potem przerwa, a następnie dwa i pół miesiąca w drugiej. Moja nowa praca, nie powiem, bardzo ciekawa. Choć nigdy nie przypuszczałbym, że będę kiedyś pracował w takiej branży. Jak narazie zajmuję się tylko rzeczami czysto biurowymi: podkładanie dokumentów, skanowanie, roznoszenie pism po urzędach itp. Może się to wydawać łatwym zajęciem, ale uwierzcie: wcale aż tak łatwo nie jest. Roboty jest full! Czasami nawet nie wiem kiedy i gdzie minęło mi te 8h pracy. Ale towarzystwo jest miłe. Z niektórymi spotykam i imprezuję również po pracy. No i w sumie to jest plus małej kancelarii – każdy każdego zna, z każdym się rozmawia. Pani Komornik też widzi kto jak pracuje, zawsze też można przyjść do niej z jakimś problemem i porozmawiać. Najważniejszą rzeczą jest tez to, że jest blisko! 20 minut samochodem, to na prawdę nieźle. Fajnieby było gdyby bylo polączenie autobusowe – chętnie bym podróżował autobusem. Można odpocząć, posłuchać w spokoju muzyki. Takie zero koncentracji i wyciszenie się przed pracą, a następnie po. No ale – autem jestem niezależny. Choć tutaj niestety koncentracja na pierwszym miejscu – już dwa mandaty mam na swoim koncie -.- ale, czegoś mnie one nauczyły: jedź wolniej i patrz na znaki! :)

ech…

2 komentarzy

Wiosna… Ciesze się. Ale jednak jestem zmęczony – przesilenie? Pracuje teraz na poczcie, wpisuje korespondencje do programu. Atmosfera ok, dni szybko mijają, w końcu na prawdę na czymś pożytecznym, a nie tylko siedzenie w domu jak do tej pory. Jednak do tej poczty coś mnie pchało – pracowałem też wcześniej. Oby jak najdłużej.
  Ostatnio nie było dobrze. Zmarł mój dziadek. Chorował. Ostatnie tygodnie spędził w szpitalu. Najpierw podejrzewali raka jelita, później wyszedł ze szpitala, następnie wrócił bo dostał do tego zapalenia płuc i oskrzeli, aż tydzień przed śmiercią, dowiedzieliśmy się, że był przerzut do mózgu… :( może to głupie, ale dla mnie najważniejsze jest, że aż tak długo się nie męczył. Najgorsze było pożegnanie, już po śmierci… straszne… Jak się podchodzi do trumny, patrzy na ciało i wie się, że w środku nie ma człowieka, że się nie obudzi… Wszyscy to bardzo przeżyliśmy. Teraz najważniejsze żeby babcia była zdrowa i jakoś się trzymała. ech… gdyby wszystko było proste. Ale widocznie nie może być.

jestem

Brak komentarzy

Wróciłem. Trzeba tu trochę odkurzyć. Robię to teraz, w końu… Działo się dużo. Dużo dobrego, złego, miłego, przykrego. Wszystko… Ale wszystko opiszę z czasem. Postanawiam zaglądać tu częściej. Może to mi jakoś w czymś pomoże, gdy będę mógł wylać swoje myśli. Chyba nawet kiedyś pomagało.
Do przeczytania!

od tak

Brak komentarzy

  Po tak długiej przerwie, niby trzeba coś napisać. Zmuszę się. Albo w sumie chcę. Sesja zaliczona, wakacje tez, teraz powoli zaczynam szukać jakiejś pracy, gdyż niestety staż się skończył i to pod koniec kwietnia… Za szkołe trzeba płacić, a kaska się niestety kończy. Nie chce zaczynać wszystkiego od nowa – stresy związane z jakimś nowym miejscem, nowymi ludźmi, nowymi zadaniami. Czy podołam? Najpierw musze poszukać i coś sobie upatrzyć, potem poczekać na kontakt od pracodawcy, a następnie zacząć się streswoać, przejmować, smędzić. Tylko po co te ostatnie trzy rzeczy do roboty? Chyba takie trochę w moim stylu, choć i tak jest z tym u mnie lepiej. Może i trochę tego mniej. Bo szkoda mi, szkoda życia na takie bzdurne bzdety jakimi właśnie są: stresy, przejmowanie, smędzenie. A może warto wstać powiedzieć: „dam rade – dobrze. Nie dam rady – też dobrze, a życie toczy się dalej”. Nie jest to jednak takie łatwe. Z roku na rok widać do doskonalej.
  Jednak najbardziej boję się takiej odpowiedzialności…

  Oj dawno tu nic nie napisałem. W sumie bardziej skoncentrowałem się na pięknych i kasiastych – choć i tu zapał do pisania internetowej powiastki mi przeszedł. Ale piszę. Troszkę się tu u mnie pozmieniało. Już nie pracuję. Skończyłem staż i niestety nie było możliwości ani jego przedłużenia, z powodu braku pieniędzy, ani mojego zatrudnienia, również z powodu braku pieniędzy. Pierwszy powód dał mi urząd pracy, drugi moja gmina w której odbywałem zacne prace. Szkoda mi. Fajni ludzie tam pracują – o czym przekonałem się na „imprezie integracyjnej” w zeszły piątek. Spotkaliśmy się w kilka osób w pubie (2 tygodnie po zakończeniu mojego stażu). Zaprosili mnie. Było fantastycznie. Gadaliśmy, piliśmy, śmialiśmy się. Jak starzy, dobrzy znajomi. Tak. A na drugi dzień telefon. I sobota też fajna – znaczy się sobota wieczorem i niedzielny poranek. Po za domem. U rodzinki. Z osobami, które cenię najbardziej po mojej najbliższej rodzinie (tacie, mamie, siostrze) no i dziadkach. Ula i Tomek. Nie wiem czemu tak. Reszta rodziny jest równie udana, ale jakoś z tymi mam najlepszy kontakt, brak tematów tabu, zawsze jest śmiesznie, a jak trzeba to i poważnie itp.
  Sprzedałem złotą strzałę. Kupiłem srebną fokę :D Za co dziękuję Bartkowi i w. Andrzejowi. Bardzo nam pomogli. Poświęcili masę swojego wolnego czasu. Nie wiem jak my się za to odwdzięczymy.
   Także dzieje się dużo. Teraz przede mną sesja. W ten weekend pierwsze zaliczenia. I życie ucieka dalej…

Co się stanie gdy na spokojną wieś przeprowadzą się piękni i kasiaści ludzie z miasta? Jak tutejsi, zwykli ludzie na takich zareagują? Czy Ci z miasta zmienią coś w życiu tych ze wsi i na odwrót?
CYTAJCIE NOWĄ BLOGO-NOWELĘ PIĘKNI I KASIAŚCI! A dowiecie się jak to w takich okolicznościach bywa.

Nowy „odcinek” w każdy czwartek!

Serdecznie zapraszam do lektury mojego nowego powieściowego bloga!


http://www.piekni-i-kasiasci.blog.pl/

atocoo

tęskno…

1 komentarz

  A tak mnie jakoś wzieło do napisania tu czegoś. Od środy do jutra siedze na zwolnieniu – problemy z szyją. Sesja trwa, więc w domu nauka. Za oknem biało… Już mnie to powoli drażni. Bo a to ciągle pada, a to zimno i tak w kółko. No tak, w końcu to zima. Dlatego myślami jestem gdzieś oddalony o dwa miesiące. Myślę tylko o tym, że może niedługo to się skończy – wyjrzy słońce, śnieg całkowicie zginie i pojawią się zawilce, trawa się zazieleni, zamienię kurtkę zimową w tą letniejszą i zacznę żyć, cieszyć się pogodą. Teraz, słuchając niektórych piosenek z okresu ostatniej wiosny/lata przed oczyma mam fajne wspomnienia. Wszystko ożywa. Przypomina mi się zakończenie liceum, matura, spotkania z najbliższymi mi osobami, ze znajomymi… Ehh… Dobrze było. Do takich chwil mi tęskno. Bo przecież gdy słońce świeci i wokół zielono i w dodatku dobiega śpiew ptaków, to aż chce się żyć. No i bociany. No ja już nie mogę się na to doczekać. Ale jeszcze trochę, jeszcze trzeba uzbroić się w cierpliwość. Fajnie, że są wspomnienia.

  Bo nauczyłem się, że ludzie jednak nie są tacy bezinteresowni. Jestem osobą, która próbuje być pomocna dla innych i widzę, że czasami ludzie to wykorzystują. Daj palec, a wezmą ci całą rękę. A ja się na tym nabieram i wrabiam się w to. Ale już najbardziej wkurza mnie to gdy pomogę, wszystko fajnie, fajnie, a jeżeli przychodzi co do czego to nawet głupiego słowa „cześć” nie usłyszę. Ale jestem jednak trochę naiwny i łatwowierny. Daję się czasem wrobić. Taki jestem, niestety ludzie to wykorzystują. Może następne „kopy” nauczą mnie czegoś? Mam nadzieję. Nie chcę też być jakimś takim człowiekiem obojętnym na to aby komuś pomóc. Jednak muszę nauczyć się kiedy jest to takie prawdziwe wołanie, a kiedy ktoś po prostu chce to wykorzystać. Ale dobrze, że osoby, którym staram się pomóc, tak bezinteresownie, doceniają to i że mogę na nich liczyć.

Zauważyłem, że niektórzy ludzie są bardzo interesowni… Dobrze napisałem. INTERESOWNI! reszte się dopisze.

błazen.

3 komentarzy

  Kuźwa. Czuję się taki niedorosły. Czasem. W towarzystwie oczywiście muszę zrobić coś głupiego… Zdarza się to często – chcę być poważny ale jakoś mi nie wychodzi. I się zbłaźniam, ośmieszam. Tak samo z dziewczynami. Chyba mam złe podejście. Nie potrafię wyczuć co może się podobać dziewczynie np. w czasie rozmowy. I wychodzi zawsze jak wychodzi… Jest fajnie, a potem powiem coś głupiego, oczywiście myśląc, że jest to np. zabawne i… KONIEC. Muszę zacząć robić coś w tym kierunku – w kierunku bycia poważnym. Taak.


  • RSS